środa, 12 marca 2014

Osobowość

Przez dłuższy czas myślałam o napisaniu kolejnej notki, jako iż nie publikowałam nic prawie rok. Przez ten okres zmieniłam się. Może nie były to radykalne zmiany, ale dość znaczące. Zmienił się mój sposób myślenia i postrzegania niektórych rzeczy. W związku z tym zaczęłam zastanawiać się czy za 5, 10 czy 30 lat nadal będę taką samą osobą. Czy w przyszłości będziemy takimi samymi ludźmi? Czy może spojrzymy z dystansem na swoje teraźniejsze decyzje i powiemy sobie "to był błąd", "mogłam/em postąpić inaczej", zapewne zweryfikuje to czas i dowiemy się tego w odpowiednim momencie.Tylko czy kiedy on nastąpi będziemy na to gotowi? I czy teraz jeśli ktoś zapytałby nas jak 'ocenilibysmy' siebie sprzed kilku lat, bylibyśmy w stanie odpowiedzieć szczerze? Czy potrafimy obiektywnie ocenić samych siebie? Myśle, że każdy powinien kiedyś usłyszeć o sobie to, co wie, ale z ust innej osoby, wtedy spojrzymy na siebie zupełnie inaczej. Mam troche mętlik w głowie, po przeanalizowaniu moich zachowań i poruszeniu tego tematu przez kogoś znajomego. I nie jest to nic negatywnego, wręcz przeciwnie. Wiem jaką osobą jestem, ale nigdy do końca to do mnie nie docierało, dopóki ktoś tego nie powiedział otwarcie. Potrafie docenić moje dobre cechy, a także skarcić samą siebie za te negatywne. Myślę, że to dobrze o mnie świadczy (jakkolwiek nieskromnie by to nie zabrzmiało). A Ty, wiesz jaką jesteś osobą? Jesteś gotowy/a usłyszeć od kogoś jak Cię postrzega? Jeśli tak.. to jak się do tego ustosunkujesz? Wzruszysz ramionami i pójdziesz dalej, czy zastanowisz się nad sobą?

piątek, 12 kwietnia 2013

Wszystko, a raczej nic.

Dzisiejszy dzień spędziłam leniwie, słuchając Gutka- niesamowitego artysty, który co chwila udowadnia jak wielkim jest jesgo talent. Głos, który dał mu Bóg- jest dla mnie tak ezoteryczny, delikatny i głęboki, że nie mogę przestać go słuchać. Z resztą, będąc na koncercie Indios Bravos- miałam okazje porozmawiać z Gutkiem i wyraziłam swój zachwyt nad jego głosem i tym, jakim artystą jest. Reprezentuje tą lepszą strone polskiej sceny muzycznej, która według mnie 'szału' nie robi. Są oczywiście artyści, którzy nas zachwycają, przyciągają i sprawiają, że wiara w polską muzyke powraca. Gutek jest w mim uznaniu, na czele tej 'listy'- potrafi w piękny sposób opowiedzieć o wszystkim, o problemach, radościach, smutkach i zachwytach nad światem. Uważam, że potrzeba nam więcej takich muzyków jak Piotr Gutkowski. A teraz z innej beczki. Zastanawiam się znów nad tym, jak nasze wybory i decyzje podjęte, wpływają na nasze życie. Czy robiąc dwie skrajne rzeczy nie popadamy w hipokryzję... typowe mieć ciastko, czy zjeć ciastko, być fair wobec kogoś, czy być fair wobec siebie... KAżdy powinien działać podobno w zgodzie z własnym sumieniem- jednakże często takie działanie jest krzywdzące dla wielu osób.. nie tylko dla nas. Patowe sytuacje chyba wykluczają możliwość bycia fair-takie przynajmniej odnosze wrażenie. Najgorzej jest jednak, gdy nie tylko my tkwimy w jakimś punkcie, ale również inne osoby i gdy to nie my jesteśmy tu głównym podmiotem, ale ktoś inny, przy czym nasza decyzja i zachowanie jest znaczące i wręcz najważniejsze w całej zaistniałej sytuacji. Wiem, że może to być zawiłe, ale staram się wyjaśnić to w jak najprostrzy sposób, rzekłabym "łopatologicznie" (: Wczoraj spotkałam znajomego z Turcji, który powiedział, że od razu widać, że jestem silną osobą, która wie czego chce i co musi robić... tylko czy na pewno tak jest? czy jestem na tyle silna? Często życie stawia mnie przed jakimiś wyborami, a po upływie jakiegoś czasu- weryfikuje, czy podjęłam słuszną drogę.. Na szczęście większość moich decyzji jest słuszna i rzadko kiedy zawodze się po podjęciu jakichś działań.. ;) Zawiłe to wzystko i bez większego sensu i ładu... Cum tacent, clamant - milcząc, krzyczę (z tą sentencją spędzę reszte życia, gdyż na 21 urodziny zafundowałam sobie tatuaż z nią (: ) - ale napisałam ją nie bez powodu- otóż wydaje mnie się, że częto nie mówimy tego co chcemy, bo nie możemy, bo ktoś lub coś nam na to nie pozwala, bo lepiej, żeby niektóre sprawy pozostały tajemnicą, znaną tylko garstce osób.. ale czy na pewno jest to dobre? chociaż z drugiej strony, bycie totalnie fair i 100procentowo szczerym też nie przynosi zbyt wielu dobrych efektów.. jak więc zachowywać się w dzisiejszych czasach? Kiedy realia życia jakie sami sobie zgotowaliśmy nie pozwalają nam na mówienie tego co myślimy, tego co wiemy...?

środa, 27 marca 2013

Cum tacent, clamant.

Już od jakiegoś czasu zastanawiam się nad wartością naszych słów, tych niewypowiedzianych i tych wykrzyczanych, pozdrowien, luźnych zapytań, obietnic, wspomnień... Najbardziej intrygują mnie obietnice - bo podobno powinno się ich dotrzymywać, ale nie zawsze w sposób to zrobić. Czasami z naszego lenistwa, czasami z nieprzychylności losu i zaistniałych okoliczności. Czy więc powinniśmy składać obietnice jeśli nie mamy pewności, że ich dotrzymamy?... To tak na początek. Książki. Mało kto teraz znajduje czas, aby usiąć i przeczytać kilka stron jakiejkolwiek książki. A przecież czytanie samo w sobie jest ekscytujące- szelest kartek, zapach papieru, możliwośc przeniesienia się w inny świat, w który zaprasza nas autor. Strasznie irytuje mnie, gdy ktoś mówi, że nie czyta "bo nie ma czasu"... brak czasu to zła organizacja dnia a także brak chęci- i to wydaje mnie się ważniejszym powodem, dlaczego coraz mniej ludzi sięga po lekturę. Osobiście staram się przeczytać minimum jedną książke w miesiącu - lubie ludzi oczytanych, więc lubie siebie. I wiem, że z takimi ludźmi zawsze znajdę wspólny język. Jakiś czas temu usłyszłam pytanie "nie szkoda Ci pieniędzy na książki?" - nogi się pode mną ugięły, a osobę pytającą miałam ochote trzasnąć trzymaną w ręku książką, ale ogarnęłam się i odpowiedziałam grzecznie "nie, na książki nigdy". Dla niektórych przyjemnością jest wyjście ze znajomymi do miasta, kupno nowego auta, czy ubrań, droga wycieczka zagraniczna... jednakże jak raduje się moja dusza, gdy pomyśle, że są jeszcze ludzie, którym niesamowitą radość sprawia przeczytanie książki, przeniesienie się w inny-może czasem lepszy- świat. Kilka dni temu zaczęłam czytać kolejną pozycje, a w folderze w komputerze czeka mnie jeszcze kolejnych siedem, których już nie mogę się doczekać. I tu pojawia się kolejne pytanie- czy w obecnych czasach papierowe wersje nie są za bardzo wypychane do archiwum przez wersje elektroniczne w PDF czy jako audiobook lub eboook? JEstem w stanie zrozumiec, ze wygodniej jest nosic telefon, czy tablet, na którym posiada sie wersje elektroniczną, niż starą papierową wersje, ale to nie jest nawet namiastka tej radości, którą można poczuć trzymając w ręku 'zlepek' kartek, nierzadko pobrudzonych od kawy, pitej podczas czytania, czy z pozaginanymi rogami.... Jestem zagorzałą zwolnenniczką czytania książek w wersji papierowej, czyli takiej w jakiej stworzył ją autor. Koniec moich przemyśleń- czas wrócić do lektury... :)

poniedziałek, 8 października 2012

Emocje.

Ten post nie będzie niczym ciekawym, naukowym, edukacyjnym ani tym bardziej interesującym. Ten post będzie w pełni poświęcony moim emocjom i uczuciom. Ostatnio szaleje we mnie burza wywołana przez dwa uczucia- tęsknotę i radość. Zacznijmy od tego pierwszego- tęsknie strasznie za ludźmi, którzy wnieśli wiele radości do mojego życia. Jak to Emre powiedział "we are not friends, we are like big Erasmus family"... zgadzam się. Wszyscy przyjaciele- bo tak mogę o Nich powiedzieć- stali się dla mnie rodziną. Tęsknota jest częścią życia każdego z nas, jednakże nie zawsze jest wymierna, prawie nigdy taka nie jest. Tęsknie zarówno za ludźmi jak i za wspanialymi chwilami spędzonymi wspólnie, tóre sprawiły, że mam teraz piękne wspomnienia. Pomimo tego, że każdy był z innego kraju, znaleźliśmy wspólny język, znaleźliśmy wspólne słowa, które są dla nas zarówno zabawne jak i istotne patrząc teraz przez pryzmat czasu. Tęsknota za kimś jest budująca, bo im bardziej za kimś tęsknimy, tym większą radość sprawia nam rozmowa lub spotkanie z tą/tymi osobami. Co więcej, mam nadzieję, że się spotkamy w niedługim czasie! Znów napomknęłam o radości, więc może teraz krótko o niej- od pewnego czasu chodzę ciągle zadowolona, nauczyłam się cieszyć z drbnych rzeczy, szczegół potrafi wywołać wielki uśmiech na mojej twarzy. Uważam, że szkoda życia na smucenie się, bo pomimo tego, że nie jest już jak było dawniej, że mam świadomość, że moi przyjaciele są daleko ode mnie (i nie mam na myśli innego miasta, tylko inny kraj) to cieszę się, że mogłam poznać wszystkich tych ludzi. Każdy z osobna i wszyscy razem sprawili, że moje życie nabrało jeszcze więcej barw niż miało dotychczas. A teraz sądze, że mogę zrobić tutaj to, co planowałam zrobić już dawno- podziękować im wszystkim! Tylko nie wiem od kogo zacząć:) może od osoby, którą poznałam jako pierwszą. Emre- poznany w Metro Club, gdypodeszłam i zapytałam, czy przypadkiem nie mieszka w akademiku, bo wydaje mi się znajomy:) najpierw wydawało mi się to głupim podchodzić do nieznajomego chłopaka, ale teraz wiem, że to był dobry pomysł :) Dziękuję Ci za wszystko! za grę we freesbee, wspólne imprezy, nawet za to, że mogłam wyprasować Ci koszulkę będąc w stanie wyraźnie wskazującym na spożycie alkoholu:D.. cieszę się także, że mogłam spędzić z Tobą Twój ostatni dzień w Polsce Kanki ;)) Sadullah- Kolejny Turecki przyjaciel :) za nim nie w sposób nadążyć, ma milion pomysłów na minutę ;) a noc, w którą odbyła się Twoja ostatnia impreza w Polsce będzie chyba jedną z lepszych jakie zapamiętam! Tańce, krzyki, śpiewanie na ulicy, Wyspa Młyńska :) Domenico- Czyli Włoch, który nosi w sobie tyle pozytywnej energii, że trudno się przy nim nie uśmiechać! Twoje pozytywne nastawienie do świata, radość, ciepło.. typowe włoskie cechy! Wciąż nie doczekałam się naszej "Cocaine Party" :D, którą musimy kiedyś zorganizować :) i mam nadzieję, że jednak w przyszłym życiu nie urodzisz się w Burkina Faso ;)) Béla- czyli jeden z trzech Węgrów, wkurzałeś mnie niesamowicie, kiedy nie rozumiałam co mówisz, ale sprawiało mi to mnóstwo frajdy (: no i co więcej, dzięki Tobie mamy udokumentowane moje wyczyny podczas ostatniej imprezy w akademiku ;) Pedro- Według mnie uosobienie spokoju i dobra dusza naszego towarzystwa z dobrymi pomysłami :) no i oczywiście posiadacz najostrzejszego ekstraktu z papryki :D chociaż... czekolada z dodatkiem tego bardzo mi smakowała ;) a także mięsko z krokodyla, które przygotowałeś:) Laci- czyli najlepszy tancerz:D a także osobnik, który bardzo polubił mój różowy beret:P Nadal pamiętam, że to Ty bestio zamknąłeś drzwi od mojego pokoju i uciekłeś z kluczem :) za co chcąc nie chcąc musiałeś później spać godzinę na korytarzu :))) Adam- Tak, Ciebie zostawiłam na koniec, bo Tobie chcę podziękować za najwięcej rzeczy. Jak już sam zauważyłeś jesteśmy do siebie piekielnie podobni. Zastanawiam się tylko, czy to na pewno dobrze:D Ciesze się, że mogłam Cię poznać i dzielić z Tobą mnóstwo niezapomnianych chwil, takich jak świętowanie zaliczenia przeze mnie egzaminu z matematyki, które skończyło się wspinaniem na drzewo:) za Capoeirę i kuchni, na ulicy, na wyspie młyńskiej... za oglądanie Avatara, za pokazanie mi czym jest Palinka:) za to, że dzięki Tobie nauczyłam się korzystać z każdej chwili. Dziękuje za długie rozmowy przy herbacie, nie zawsze na normalne tematy:) dziękuję, za pyszne jedzenie ;) a poza tym ciesze się, że miałam swój udział w tym, że nauczyłeś się dzielić z innymi ;) Pokazałeś mi wiele niesamowitych zespołów, przy czym ukochałam sobie Brains;) Dziękuję za wspólne spacery, za próby nauczenia mnie jak jeździć na deskorolce:D i za wiele wiele innych rzeczy..:) Utállak! :* Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam! :) Kochani, bardzo się ciesze, że mogłam Was poznać, dzielić z wami wspaniałe chwile, uczyć się od Was wielu rzeczy. Każdy z Was wniósł coś szczególnego do ojego życia i jestem Wam za to bardzo wdzięczna. Dzięki Wam te wakacje stały się Wakacjami mojego życia. ! Gonna miss u guys! ;)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Enjoy every moment...

Pewien szalony węgier powiedział mi jakiś czas temu "Enjoy every moment.." i staram się to robić. Korzystam z każdej chwili, ciesze się z małych rzeczy, czerpię przyjemność z otaczającego mnie świata. Ostatnimi czasy robie reczy, które wywołują u mnie szczery uśmiech. Wczoraj na przykład świętując z Adamem (najbardziej zwariowanym Węgrem jakiego znam), wyszliśmy na miasto w nocy- wylądowaliśmy na placu zabaw na Wyspie Młyńskiej- bawiliśmy się jak dzieci, w końcu w ramach odpoczynku wspięliśmy się na rozłożyste drzewo, rosnące na placu i siedzieliśmy na nim przez jakiś czas rozmawiając o mniej lub bardziej poważnych tematach. Bardzo mnie się to podobało. Co więcej? Capoeira w kuchni, Capoeira przed akademikiem,oglądanie Avatar'a - niesamowitej bajki :) Wspólne gotowanie, gadanie godzinami o głupich rzeczach, śmianie się z byle czego... tak, jesteśmy do siebie podobni! ;) Cieszę się niezmiernie, że mogłam go poznać, bo wniósł do mojego życia coś szczególnego. Kiedy już wróci na Węgry, będę strasznie tęsknić za tymi chwilami.. I will miss You!! :( :D

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Dorm.

Od pewnego czasu moje życie zmieniło się znacznie. Czasami tak się dzieje, że nawet w najśmielszych marzeniach nie wymyślamy takich scenariuszy, tak też było w moim przypadku. Los tak chciał, że od jakiegoś czasu zmieniłam miejsce zamieszkania, ale jest to tylko tymczasowe, bo już niedługo wracam do domu. Ale nie o tym chciałam. Dążę raczej do tego, że poznałam tylu fantastycznych ludzi, dzięki którym mogę śmiało powiedzieć, że tegoroczne wakacje są wakacjami mojego życia! ;) przez długie rozmowy z obcokrajowcami "przestawiłam się" na język angielski do tego stopnia, że myślę często nie po polsku, lecz po angielsku właśnie, jest to dość dziwne uczucie, ale miłe- szlifuje swój język i codzień budzę się z uśmiechem na twarzy. Co więcej- czuje się na prawde fantastycznie mogąc uczyć się od tych osób wielu ciekawych rzeczy. Każdemu polecam takie doświadczenie- będąc w swoim kraju poznaje inne nacje- prawie jak wakacje za granicą tylko milion razy fajniejsze:) NAsze życie nie jest zależne od nas w 100%- wierze, ze wszystko ma swój cel i każda podjęta przez nas decyzja, każdy gest, słowo, mają ogromne znaczenie. Musimy tylko być świadomi tego, że nie zawsze prowadzi to do pozytywnych rzeczy, powinniśmy być przygotowani na wszystko :) Ten post miał wnieść coś mądrego, ale jak widać, nie udało się.

sobota, 19 maja 2012

Świat bez internetu

Zapewne wielu z nas zastanawiało się jak to jest żyć bez internetu, nam młodym ciężko jest wyobrazić sobie życie bez niego, ale jak widać można. Najlepszym przykładem są starsze pokolenia, oczywiście zdarzy się czyjaś babcia, która korzysta z poczty e-mail czy innych dobrodziejstw internetu, ale to rzadkość. Kolejnym przykładem na to, że bez okna na świat, jakim jest już internet, a nie telewizja jak kiedyś, jestem ja sama- od lipca ubiegłego roku jakoś dawałam sobie radę nie posiadając łącza w domu. Mały wypadek, czyli złamanie modemu i zrezygnowanie z umowy z dostawcą internetu, sprawił że zrezygnowałam z posiadania go. Trudno to sobie wyobrazić, ale było mi bez niego na prawdę dobrze:) Więcej czasu dla siebie i znajomych, nie czułam ciągłej potrzeby zaglądania na "fejsa" i sprawdzania, czy ktoś polubił mój wpis, czy może znajomi napisali coś ciekawego. Zamiast dowiadywać się z portali społecznościowych co słychać u znajomych, po protu się z nimi spotykałam, kiedy potrzebowałam sprawdzić e-mail robiłam to u znajomych, lub przez telefon. Ile czasu zżera nam siedzenie przed komputerem, o zgrozo.