Czyli krok po kroku Dona robi podsumowanie 2010 roku;)
Styczeń- czyli pierwszy miesiąc, który zwiastował zmiany w moim życiu. Ferie, czyli pobyt w naszej pięknej stolicy. Muzeum Powstania Warszawskiego i duzo przemyslen po wyjsciu stamtad. Były też inne chwile, takie jak na przykład długie dyskusje w salonie sieci plus, i nowy telefon.
Luty- Hm, szczerze mówiąc (a raczej pisząc) nie pamiętam co się wtedy działo, pewnie było coś, co warto byłoby opisac i sobie przypomniec, ale teraz nic nie przychodzi mi do głowy.
Marzec- Czyli na samym początku urodziny Izabeli;) a, no i podejrzenia, że Maja jest w ciąży:) co okazało się prawdą i mamy dziś na tym świecie małą Paulinkę;)
Kwiecień- Chronologicznie raczej nie będzie;) Z rzeczy dla mnie najważniejszych, to na pewno było moje wejście w tak zwaną dorosłość, w którą volens nolens weszłam wcześniej. Świętowanie wymarzonych przez wielu 18 urodzin odbywało się aż 4 razy;) przy czym trzy dni pod rząd:) Kolejna sprawa, ważna dla naszego kraju, to oczywiscie tragedia z 10 kwietnia, któa wstrząsneła całym krajem i nie tylko. Był to dzien, kiedy z naszego swiata odeszło wiele osób cenionych i poważanych. Ah, i tutaj przypomina mi się podróż do Warszawy dzień wcześniej;) oraz Konferencja Samorządów, która odbyła się tegoż dnia. Hm, czy w tym miesiącu bylo coś jeszcze? nie wiem, możliwe;)
Maj- Czyli świętowanie urodzin w klubie. Wspominam ten dzień dobrze. Impreza była udana, wróciłam z niej zadowolona;) a 26 maja dołączyła do naszego grona mała Paulinka, o której juz wczesniej pisalam;)Poza tym,prowadzenie majówki 1i3 maja, tez było miłym doświadczeniem.
Czerwiec, czyli miesiąc, który budzi u mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony złość i gniew, z drugiej radość i pełnie szczęścia a z innej poczucie bycia dorosłą i brania wszystkiego w swoje ręce. Czyli po kolei- informacja o tym, że no niestety, w tym roku szkolnym mi nie poszło. Następnie, czerwiec 'przyniosl' mi faceta, ktoremu przy okazji dziękuję, że jest i wytrzymuje z taką cholerą jak ja;P;) Później zaczeła się pierwsza praca, taka już bardziej serio;) czyli praca w Cukierni Adama Sowy. Poznałam tam wielu ludzi, którzy nauczyli mnie tego i owego. A i sam Pan Adam- bardzo miły człowiek. Poza tym w tak zwanym międzyczasie poprowadziłam piknik słowianski na którym to jako prowadzącapowinnam zachowac powagę, ale jakoś tak wyszło, że bawiłam się tam jak małe dziecko z Bractwem Wojowników Kruki.
Lipiec - Upłynął w całości pod znakiem pracy. I w każdej wolnej chwili odpoczynkiem,korzystaniem z wakacji i spotkaniami z Nim:) Oraz 3dniowa wizyta w Golubiu Dobrzyniu, który pomimo, że jest małym miastem, jest bardzo urokliwy.
Sierpień- również pod znakiem pracy, ale tylko do 15;) A juz kilka dni później siedziałam w samochodzie w drodze do Warszawy. Swoją drogą, to miasto ma w sobie coś, co sprawia, że bardzo je lubie. A w stolicy? bardzo miły pobyt, to był czas kiedy pod Pałacem Namiestnikowskim stał krzyż, wiąże się to z moją rozmową zpanem policjantem -Przepraszam, jak dojśc do Pałacu i do krzyża? -Tam, tam tam,.. a co, chce go pani zabrać?:) Do teraz to wspomnienie wywoluje u mnie gromki śmiech. A tego dnia, kiedy właśnie rozmawiałam z tym panem, ktorego pozdrawiam, odbywał się Verva Street Racing, jak dla mnie za głośno, ale (mówiąc jak blachara;p) lubie patrzeć na szybkie auta:). Z serii Warszawskiej, była tez wizyta w Łazienkach Królewskich, oraz parku na Agrykoli. A powrót był również ciekawy, gdyż była to tylko trasa Warszawa-Łódź-Bydgoszcz:P
Wrzesień- czyli nowe wyzwania, nowa klasa. Ale jakos dałam radę. Z tym miesiącem nie kojarzy mi się już nic więcej.
Październik, czyli miesiąc, w którym działo się coś, o czym przed chwilą pamiętałam, ale teraz uleciało w powietrze...
Listopad- miesiąc, w którym zaczełam zauważać, jak bardzo się zmieniłam. Potrafiłam sobie powiedziec, że boję się czegoś, czego bać się nie powinnam, bo wydaje się być to irracjonalne. W tym miesiącu minął również rok, od kiedy Cię nie ma.. mamo. Ale przez ten rok stałam się silną kobietą, tak kobietą, bo mała dziewczynka, która we mnie żyła, chyba już odeszła w zapomnienie. Chociaż może źle to ujęłam, zapomnienie, to zbyt odległe określenie. To nie zapomnienie, lecz.. jakby to ująć.. sama nie wiem. Wiem, że ta mała dziewczynka nadal we mnie żyje, ale na razie wie, że nie może się ujawnić.
Grudzien, czyli dwunasty miesiąc zmian w moim życiu,które jednak zachodzą w nim bez mojej wiedzy i woli. Wiadomo, w grudniu mamy święta Bożego Narodzenia,które spędziłam w rodzinnym gronie, cieszę się z tego bardzo, że jakby nie patrzeć mam wspaniałą rodzinę.Mają swoje za uszami, ale ważne, że są.
O, i coś, co mnie rozbroiło,nazwijmy to małym spóźnieniem do kina. O godzinie 19.15 wbiegłam do kina, na film, który zaczął się zaledwie godzinę wcześniej;)
W grudniu zrozumialam także, że mam wspaniałego tatę. Może nie zawsze daje to odczuc, ale jest na prawde niesamowitym człowiekiem.
Czyli suma sumarum, rok nie był ani dobry, ani zły. Po prostu był.
Jestem osobą, która lubi swoje myśli przelewać na papier. jednakże ostatnimi czasy, wraz z rozwojem technologii zastąpiła papier, na klawiature komputera.
czwartek, 30 grudnia 2010
poniedziałek, 29 listopada 2010
"Bądź poważna"
Wiem, czasami, och, często i to bardzo jestem niepoważna. Często słyszę "bądź poważna", albo inne stwierdzenia mające na celu uspokojenie mnie. No dobrze, nie zawsze zachowuje powagę, ale kurcze, wiem kiedy mogę sobie odpuścić i trochę poszaleć, a kiedy powinnam być spokojna. Jestem osobą, która rozpiera energia, wszędzie mnie pełno i zawsze mnie słychać. Może nie zawsze to dobre, ale szczerze mówiąc, w obecnym świecie jest tylu "ponuraków", smutnych ludzi, poważnych i ułożonych ludzi (jak ciastka w hipermarkecie :P), że może takie zachowanie staje się dla nas jakimś wzorcem? może staje się to jakąś hm.. nie wiem jak to ująć, regułą, której powinniśmy się trzymać? Wiadomo, od każdej reguły znajdzie się wyjątek;) i może ja właśnie takowym wyjątkiem jestem
A teraz z innej beczki;) Jak wiadomo, mamy cztery pory roku, ale ta ostatnia- zima zawsze zaskakuje drogowców, zwłaszcza w Polsce;) Nie wiem jak to się dzieje, ale Polacy nigdy nie są przygotowani na zimę, mróz i śnieg..:) Panowie! i Panie oczywiście;) Czas najwyższy otworzyć oczka i zobaczyć, że nic się nie zmieniło, jak zawsze mamy zimę!
I w ten zimny wieczór, gorąco pozdrawiam!:)
A teraz z innej beczki;) Jak wiadomo, mamy cztery pory roku, ale ta ostatnia- zima zawsze zaskakuje drogowców, zwłaszcza w Polsce;) Nie wiem jak to się dzieje, ale Polacy nigdy nie są przygotowani na zimę, mróz i śnieg..:) Panowie! i Panie oczywiście;) Czas najwyższy otworzyć oczka i zobaczyć, że nic się nie zmieniło, jak zawsze mamy zimę!
I w ten zimny wieczór, gorąco pozdrawiam!:)
poniedziałek, 27 września 2010
Moc Słowa
Ludzie do komunikacji między sobą używają słów. Ale jakże wielką moc te słowa mają.. Czasami sprawiają nam radość, czasami ból. Jedno, dwa, pięć lub dziesięć słów potrafi wywołać skrajne uczucia- Radość, zadowolenia, zakłopotanie, ból, rozpacz, gniew i wiele innych. Często nie zdajemy sobie spray z tego, że to co mowimy, moze sprawiac ból, 'palniemy' cos glupiego a pozniej tego zalujemy bardziej lub mniej.
Nie wiem co moge wiecej dopisac, wiec koncze.
"Gdy nie można mocą żadną wykrzyczanych cofnąć słów..."
Nie wiem co moge wiecej dopisac, wiec koncze.
"Gdy nie można mocą żadną wykrzyczanych cofnąć słów..."
niedziela, 12 września 2010
o miejscach i ludziach
Jakby nie patrzeć, wszędzie tam gdzie jesteśmy zostawiamy część siebie. Miejsca, w których jesteśmy już na zawsze pozostają naszą częścią a my ich. I nie chodzi tu wcale, o jakies wielkie rzeczy typu głośny event czy graffiti, chodzi raczej o wspomnienia, które mamy. Te związane konkretnie z jakimś miejscem. Jedziemy gdzies na wczasy, wakacje, obozy czy kolonie - tam spędzamy jakiś czas, poznajemy ludzi, miejsce, przyrode. A później? później spotykamy ludzi tam poznanych, czasami Ci ludzie są z nami na dłużej- stają się naszymi przyjaciółmi, czy dobrymi znajomymi, a może po prostu ludźmi, których co jakiś czas mijamy na ulicy. Kiedy wracamy w miejsca już przez nas 'odkryte' to powracają wspomnienia związane z naszym pobytem tam, przypominają się dobre i złe chwile, są jakby powrotem do przeszłości. Każdy z nas ma takie miejsca, ale nie każdy z nas to zauważa.
Ja posiadam takie miejsce, w którym spędziłam mówiąc potocznie kawał czasu. Wiążą się z nim różne wspomnienia- te dobre i te gorsze, ale najważniejsze co mam dzięki temu miejscu to ludzi, których tam poznałam, przyjaźń, która się tam zaczeła kilka lat temu i nadal trwa. W tamtym miejscu nauczyłam się wielu rzeczy i wielu tez oduczyłam.
Ilu z nas często przechodząc przez jakiś park, jakąś ulicę kojarzy je z jakąś sytuacją, może z ludźmi, których tam spotkaliśmy.
W dzisiejszych czasach jedyną formą 'pamiątki' z takich miejsc są zdjęcia, czy filmy wideo, ale czy wspomnienia nie są piękniejsze? nie można ich zamknąć na papierze fotograficznym, ale można je dzielić z innymi osobami.
Czy tak na prawdę będąc tak bardzo zapatrzonymi w siebie i w to, co robią inni, mamy jeszcze czas zatrzymać się gdzieś na chwile? Spojrzeć na wszystko inaczej? przypomnieć sobie chwile spędzone w jakimś miejscu?
Ja posiadam takie miejsce, w którym spędziłam mówiąc potocznie kawał czasu. Wiążą się z nim różne wspomnienia- te dobre i te gorsze, ale najważniejsze co mam dzięki temu miejscu to ludzi, których tam poznałam, przyjaźń, która się tam zaczeła kilka lat temu i nadal trwa. W tamtym miejscu nauczyłam się wielu rzeczy i wielu tez oduczyłam.
Ilu z nas często przechodząc przez jakiś park, jakąś ulicę kojarzy je z jakąś sytuacją, może z ludźmi, których tam spotkaliśmy.
W dzisiejszych czasach jedyną formą 'pamiątki' z takich miejsc są zdjęcia, czy filmy wideo, ale czy wspomnienia nie są piękniejsze? nie można ich zamknąć na papierze fotograficznym, ale można je dzielić z innymi osobami.
Czy tak na prawdę będąc tak bardzo zapatrzonymi w siebie i w to, co robią inni, mamy jeszcze czas zatrzymać się gdzieś na chwile? Spojrzeć na wszystko inaczej? przypomnieć sobie chwile spędzone w jakimś miejscu?
czwartek, 9 września 2010
O kruchości zycia ludzkiego.
Rolą każdego czlowieka w zyciu jest żyć i umrzeć. Żyć jak najlepiej, aby nie żałowac decyzji, ani jednej chwili, która minęła. Nasze życie powinno być w pełni wykorzystane, do ostatniego tchu. Ale czy można powiedzieć, że nasze życie jest udane? Czy na pewno wszystko jest tak wspaniałe jak byśmy chcieli? No wlaśnie. Z jednej strony widzimy, że nasze plany są realizowane, cele osiągane, ale z drugiej nie wszystko co bysmy chcieli się dzieje. I nie jest to w pełni zależne od nas. Bardzo często nasze marzenia są odkładane na półke, bo nagle dzieje się coś, co odsuwa je na dalszy plan. Wiemy, ze niektore rzeczy są mniej ważne od innych. Nie potrafie dobrać odpowiednich słów, żeby opisac to co chce przekazać.
Tyle o życiu człowieka, ale każde życie kończy się śmiercią. Śmieć przychodzi do nas w różnych okolicznościach. Czasami niespodziewanie- tragiczny wypadek, lub ingerencja innej osoby; czasami spodziewamy się jej i czekamy na nią - starczy wiek, czy może długa choroba - i nie mowie tu o grypie czy anginie...
Smierć bliskiej osoby boli bardzo i nie wazne, czy się jej spodziewaliśmy, czy nie. Nie da sie przygotowac na czyjąś śmierć. Nikt nie wie kiedy ona nadejdzie. Podobno kiedy ktoś umiera płaczemy nie 'po nim' tylko płaczemy nad sobą. Ja się z tym nie zgadzam. Chociaż może jest w tym ziarno prawdy, jednakże ja tego tak nie odbieram. Kiedy opłakujemy bliską osobę, nie myślimy "miałam z nim/nią jeszcze zrobic to to i to". "mial/a mnie zabrac gdzies tam", myślimy raczej "mial/a tyle zycie przed soba" , "tak bardzi cierpiał/a".
Śmierć człowieka jest czymś pewnym, czymś co nie ominie żadnego z nas, jednakże nie ważne kiedy następuje, zawsze cierpimy tak samo.
Non Omnis Moriar.
Tyle o życiu człowieka, ale każde życie kończy się śmiercią. Śmieć przychodzi do nas w różnych okolicznościach. Czasami niespodziewanie- tragiczny wypadek, lub ingerencja innej osoby; czasami spodziewamy się jej i czekamy na nią - starczy wiek, czy może długa choroba - i nie mowie tu o grypie czy anginie...
Smierć bliskiej osoby boli bardzo i nie wazne, czy się jej spodziewaliśmy, czy nie. Nie da sie przygotowac na czyjąś śmierć. Nikt nie wie kiedy ona nadejdzie. Podobno kiedy ktoś umiera płaczemy nie 'po nim' tylko płaczemy nad sobą. Ja się z tym nie zgadzam. Chociaż może jest w tym ziarno prawdy, jednakże ja tego tak nie odbieram. Kiedy opłakujemy bliską osobę, nie myślimy "miałam z nim/nią jeszcze zrobic to to i to". "mial/a mnie zabrac gdzies tam", myślimy raczej "mial/a tyle zycie przed soba" , "tak bardzi cierpiał/a".
Śmierć człowieka jest czymś pewnym, czymś co nie ominie żadnego z nas, jednakże nie ważne kiedy następuje, zawsze cierpimy tak samo.
Non Omnis Moriar.
czwartek, 29 lipca 2010
Siedząc w pksie do Bydgoszczy, wpadłam na genialny pomysł, jak spożytkować czas- napisze coś, mam nadzieje składnego i mądrego:) chociaż tak trzęsie, ze moge narobić jakichś literówek:)
Przez 3 dni byłam na wygnaniu. Jestem jak najbardziej zadowolona z wyjazdu. Gdybym mogła, posiedziałabym tam dłużej, no ale cóż- praca wzywa, koniec wolnego:)
Tak sobie myśle, ze nie zawsze jest tak jak nam się wydaje. Ale mozemy to dopiero zauważyć, gdy spróbujemy, poznamy coś i spraqdzimy 'na wlasnej skorze'.
Generalnie mam taką cichą nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli. Bo na razie wszystko 'idzie gładko'.
Zwiedziłam zamek, wydawało się z daleka, że jest on większy- a tu taka niespodzianka:) Chociaż jestem mile zaskoczona jego 'stanem'.
No tak, notka znow wyszła bez ładu i składu, ale to nic:) obiecuje, ze w koncu sie postaram i naskrobie cos madrego:) a tym czasem wrracam do ogladania polskiej przyrody zza okna pks-u :P
Przez 3 dni byłam na wygnaniu. Jestem jak najbardziej zadowolona z wyjazdu. Gdybym mogła, posiedziałabym tam dłużej, no ale cóż- praca wzywa, koniec wolnego:)
Tak sobie myśle, ze nie zawsze jest tak jak nam się wydaje. Ale mozemy to dopiero zauważyć, gdy spróbujemy, poznamy coś i spraqdzimy 'na wlasnej skorze'.
Generalnie mam taką cichą nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli. Bo na razie wszystko 'idzie gładko'.
Zwiedziłam zamek, wydawało się z daleka, że jest on większy- a tu taka niespodzianka:) Chociaż jestem mile zaskoczona jego 'stanem'.
No tak, notka znow wyszła bez ładu i składu, ale to nic:) obiecuje, ze w koncu sie postaram i naskrobie cos madrego:) a tym czasem wrracam do ogladania polskiej przyrody zza okna pks-u :P
sobota, 24 lipca 2010
;]
Niektóre nasze decyzje, wydają się być dobrymi, a inne natomiast totalnie bez sensu. Ale czy tak jest zawsze? Zastanawiam się często jakby było gdybym przy moich wyborach, zrobiła cos innego. Czy żałowałabym , czy byłabym zadowolona? w sumie, nigdy się tego nie dowiem. Ludzie podejmuja niektóre decyzje zbyt pochopnie, bez namysłu, chwili zastanowienia. Co prawda zdarza się, że te 'pochopne' decyzje 'wychodzą' na dobre, ale nie zawsze.
Zastanawia mnie też na przykład, dlaczego ludzie tak wielką wage przywiązują do spraw materialnych. Narzekają, że chcieliby to, czy tamto, ze jest im to niezbędne. Ale przecież da się życ bez nowego telefonu czy na przykład super wypasionego auta. Czasami stwierdzam, że co niektórzy nie myśla racjonalnie. Rozumiem, że każdy ma swoje potrzeby, w końcu też je mam, ale bez przesady. Nie kazdemu do zycia potrzebny jest jakis fajny gadzet. Kiedys ludzie nawet nie mysleli o tym, zeby miec lepszy dom od sasiada, fajniejsze auto niz kumpel. Kiedys ludzie potrafili się cieszyć z małych przyjemności. Z dobrej książki, czy nawet spaceru gdzies w lesie.
Boje się o to, że kiedys ludzie zastąpią uczucia chęcią posiadania. I nie wazne będzie to jaki ktoś jest, tylko jaki ma samochód, dom i ile zarabia. Przecież kiedy kogos poznajemy, nie wiemy tak na prawde czy ma nowe bmw czy jezdzi autobusami. Poznajemy osobe, a nie jej 'rzeczy'. Ten caly cholerny materializm jest wedlug mnie bez sensu. Co jeszcze ludzie są w stanie zrobic, zeby wybic się ponad innych? zeby miec coś lepszego.
Moze dla kogos wydac się to dziwne, ze ktos woli isc na spacer, lub do kina, niz bujać się fajną furą z ziomkami. Ale ja zdecydowanie wybieram spacer, niz gonitwe za posiadaniem...
"nasze kolorowe zycie jest takie szare..."
Zastanawia mnie też na przykład, dlaczego ludzie tak wielką wage przywiązują do spraw materialnych. Narzekają, że chcieliby to, czy tamto, ze jest im to niezbędne. Ale przecież da się życ bez nowego telefonu czy na przykład super wypasionego auta. Czasami stwierdzam, że co niektórzy nie myśla racjonalnie. Rozumiem, że każdy ma swoje potrzeby, w końcu też je mam, ale bez przesady. Nie kazdemu do zycia potrzebny jest jakis fajny gadzet. Kiedys ludzie nawet nie mysleli o tym, zeby miec lepszy dom od sasiada, fajniejsze auto niz kumpel. Kiedys ludzie potrafili się cieszyć z małych przyjemności. Z dobrej książki, czy nawet spaceru gdzies w lesie.
Boje się o to, że kiedys ludzie zastąpią uczucia chęcią posiadania. I nie wazne będzie to jaki ktoś jest, tylko jaki ma samochód, dom i ile zarabia. Przecież kiedy kogos poznajemy, nie wiemy tak na prawde czy ma nowe bmw czy jezdzi autobusami. Poznajemy osobe, a nie jej 'rzeczy'. Ten caly cholerny materializm jest wedlug mnie bez sensu. Co jeszcze ludzie są w stanie zrobic, zeby wybic się ponad innych? zeby miec coś lepszego.
Moze dla kogos wydac się to dziwne, ze ktos woli isc na spacer, lub do kina, niz bujać się fajną furą z ziomkami. Ale ja zdecydowanie wybieram spacer, niz gonitwe za posiadaniem...
"nasze kolorowe zycie jest takie szare..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)