Jestem osobą, która lubi swoje myśli przelewać na papier. jednakże ostatnimi czasy, wraz z rozwojem technologii zastąpiła papier, na klawiature komputera.
czwartek, 30 sierpnia 2012
Enjoy every moment...
Pewien szalony węgier powiedział mi jakiś czas temu "Enjoy every moment.." i staram się to robić. Korzystam z każdej chwili, ciesze się z małych rzeczy, czerpię przyjemność z otaczającego mnie świata. Ostatnimi czasy robie reczy, które wywołują u mnie szczery uśmiech.
Wczoraj na przykład świętując z Adamem (najbardziej zwariowanym Węgrem jakiego znam), wyszliśmy na miasto w nocy- wylądowaliśmy na placu zabaw na Wyspie Młyńskiej- bawiliśmy się jak dzieci, w końcu w ramach odpoczynku wspięliśmy się na rozłożyste drzewo, rosnące na placu i siedzieliśmy na nim przez jakiś czas rozmawiając o mniej lub bardziej poważnych tematach. Bardzo mnie się to podobało. Co więcej? Capoeira w kuchni, Capoeira przed akademikiem,oglądanie Avatar'a - niesamowitej bajki :) Wspólne gotowanie, gadanie godzinami o głupich rzeczach, śmianie się z byle czego... tak, jesteśmy do siebie podobni! ;) Cieszę się niezmiernie, że mogłam go poznać, bo wniósł do mojego życia coś szczególnego. Kiedy już wróci na Węgry, będę strasznie tęsknić za tymi chwilami..
I will miss You!! :( :D
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Dorm.
Od pewnego czasu moje życie zmieniło się znacznie. Czasami tak się dzieje, że nawet w najśmielszych marzeniach nie wymyślamy takich scenariuszy, tak też było w moim przypadku. Los tak chciał, że od jakiegoś czasu zmieniłam miejsce zamieszkania, ale jest to tylko tymczasowe, bo już niedługo wracam do domu. Ale nie o tym chciałam. Dążę raczej do tego, że poznałam tylu fantastycznych ludzi, dzięki którym mogę śmiało powiedzieć, że tegoroczne wakacje są wakacjami mojego życia! ;) przez długie rozmowy z obcokrajowcami "przestawiłam się" na język angielski do tego stopnia, że myślę często nie po polsku, lecz po angielsku właśnie, jest to dość dziwne uczucie, ale miłe- szlifuje swój język i codzień budzę się z uśmiechem na twarzy. Co więcej- czuje się na prawde fantastycznie mogąc uczyć się od tych osób wielu ciekawych rzeczy. Każdemu polecam takie doświadczenie- będąc w swoim kraju poznaje inne nacje- prawie jak wakacje za granicą tylko milion razy fajniejsze:)
NAsze życie nie jest zależne od nas w 100%- wierze, ze wszystko ma swój cel i każda podjęta przez nas decyzja, każdy gest, słowo, mają ogromne znaczenie. Musimy tylko być świadomi tego, że nie zawsze prowadzi to do pozytywnych rzeczy, powinniśmy być przygotowani na wszystko :)
Ten post miał wnieść coś mądrego, ale jak widać, nie udało się.
sobota, 19 maja 2012
Świat bez internetu
Zapewne wielu z nas zastanawiało się jak to jest żyć bez internetu, nam młodym ciężko jest wyobrazić sobie życie bez niego, ale jak widać można. Najlepszym przykładem są starsze pokolenia, oczywiście zdarzy się czyjaś babcia, która korzysta z poczty e-mail czy innych dobrodziejstw internetu, ale to rzadkość. Kolejnym przykładem na to, że bez okna na świat, jakim jest już internet, a nie telewizja jak kiedyś, jestem ja sama- od lipca ubiegłego roku jakoś dawałam sobie radę nie posiadając łącza w domu. Mały wypadek, czyli złamanie modemu i zrezygnowanie z umowy z dostawcą internetu, sprawił że zrezygnowałam z posiadania go. Trudno to sobie wyobrazić, ale było mi bez niego na prawdę dobrze:) Więcej czasu dla siebie i znajomych, nie czułam ciągłej potrzeby zaglądania na "fejsa" i sprawdzania, czy ktoś polubił mój wpis, czy może znajomi napisali coś ciekawego. Zamiast dowiadywać się z portali społecznościowych co słychać u znajomych, po protu się z nimi spotykałam, kiedy potrzebowałam sprawdzić e-mail robiłam to u znajomych, lub przez telefon. Ile czasu zżera nam siedzenie przed komputerem, o zgrozo.
sobota, 30 kwietnia 2011
Quod hodie non est, cras erit- Co nie jest dzisiaj, będzie jutro.
Prawda, to co nie zdarzyło się dziś, może zdarzyć się dnia następnego. Nie znamy naszej przyszłości. Nie jesteśmy w stanie jej przewidzieć. Uważam, że wszystko co ma się zdarzyć nie jest przypadkiem, ale jakimś poukładanym planem. Nie możemy założyć, że na przykład za tydzień spotkamy miłość naszego życia, czy kogoś kto zmieni nasze życie diametralnie, tudzież wygramy w jakiejś loterii, albo stracimy coś cennego.
Sądzę, że nic nie dzieje się przypadkiem, kiedy spotyka nas coś złego, dostajemy od życia "po dupie", to ma to nas czegoś nauczyć; wytrwałości? cierpliwości? Ale czy potrafimy to wykorzystać? czy uczymy się na własnych błędach? Czy może brniemy w to i popełniamy kolejne? Errare humanum est.. ;)
Swoją drogą, ludzie których spotykamy na swojej drodze.. czy spotykamy ich przez przypadek? czy może tak miało być? Czasami wydaje mi się, że każda osoba jaką poznajemy, ma na nas jakiś wpływ, na nas i nasze życie. Mniejszy lub większy, ale ma. Bo dzięki komuś kogo na przykład poznaliśmy, podejmujemy jakąś decyzje, jesteśmy "tu" a nie "tam". Zapewne wiele osób się z tym nie zgodzi, ale takie jest moje zdanie. Wydaje mi się, że każdy gest, każde słowo, ma duże znaczenie. Niezależnie od tego, czy tak uważamy czy nie.
Kończąc tę zawiłą notkę - także dzięki decyzjom innych ludzi kształtuje się nasze życie, przykładem tego mogę być ja- dzięki decyzji pewnej niemiłej kobiety, edukację będę kończyła w innej szkole niż zaczełam... życie.
Co nas nie zabije, to nas wzmocni.
Sądzę, że nic nie dzieje się przypadkiem, kiedy spotyka nas coś złego, dostajemy od życia "po dupie", to ma to nas czegoś nauczyć; wytrwałości? cierpliwości? Ale czy potrafimy to wykorzystać? czy uczymy się na własnych błędach? Czy może brniemy w to i popełniamy kolejne? Errare humanum est.. ;)
Swoją drogą, ludzie których spotykamy na swojej drodze.. czy spotykamy ich przez przypadek? czy może tak miało być? Czasami wydaje mi się, że każda osoba jaką poznajemy, ma na nas jakiś wpływ, na nas i nasze życie. Mniejszy lub większy, ale ma. Bo dzięki komuś kogo na przykład poznaliśmy, podejmujemy jakąś decyzje, jesteśmy "tu" a nie "tam". Zapewne wiele osób się z tym nie zgodzi, ale takie jest moje zdanie. Wydaje mi się, że każdy gest, każde słowo, ma duże znaczenie. Niezależnie od tego, czy tak uważamy czy nie.
Kończąc tę zawiłą notkę - także dzięki decyzjom innych ludzi kształtuje się nasze życie, przykładem tego mogę być ja- dzięki decyzji pewnej niemiłej kobiety, edukację będę kończyła w innej szkole niż zaczełam... życie.
Co nas nie zabije, to nas wzmocni.
czwartek, 14 kwietnia 2011
Modus vivendi - sposób życia
Czasami myślę o tym, jakie nasze życie jest pokrętne. Stawia nas w dziwnych i często niezrozumiałych sytuacjach. Ale czy tak ma być, czy to my sami do tego doprowadzamy? Swoją drogą, czy to nie jest dziwne, że potrafimy z kimś rozmawiać, spotykać się, mieć wspólne tematy itd, a po jakimś czasie nie umiemy powiedzieć sobie "cześć" na ulicy.. Takie czasy chyba nastały, a my nic z tym nie zrobimy.
Co do czasów w jakich żyjemy.. stwierdziłam dziś, że nikt z nas nie ma prywatności. Nie chodzi mi o to, że wszyscy wszystko o nas wiedzą, ale raczej o to, że pisząc na portalach typu twitter, czy facebook co robimy, co u nas itd, obnażamy przed innymi naszą prywatność. Poza tym, kiedy spotykamy kogoś, poznajemy go, wystarczy kilka informacji, żeby znaleźć go na którymś z portali społecznościowych. Z jednej strony są plusy tego, bo możemy znaleźć tam znajomych sprzed lat, ale z drugiej, mozemy zostać znalezieni przez kogoś, kto nie ma najlepszych zamiarów co do naszej osoby. Czy brak prywatności musi być wpisany w nasze życie? Przecież nie każdy musi wyrażać na to zgodę, drążąc dalej, można by powiedzieć, że aby chronić swoją prywatność nie powinniśmy zakładać kont na wyżej wymienionych i innych portalach, ale w tych czasach, tak się po prostu nie da..:)
Chyba jesteśmy uzależnieni od internetu i korzystania z jego "dobrodziejstw"..
Co do czasów w jakich żyjemy.. stwierdziłam dziś, że nikt z nas nie ma prywatności. Nie chodzi mi o to, że wszyscy wszystko o nas wiedzą, ale raczej o to, że pisząc na portalach typu twitter, czy facebook co robimy, co u nas itd, obnażamy przed innymi naszą prywatność. Poza tym, kiedy spotykamy kogoś, poznajemy go, wystarczy kilka informacji, żeby znaleźć go na którymś z portali społecznościowych. Z jednej strony są plusy tego, bo możemy znaleźć tam znajomych sprzed lat, ale z drugiej, mozemy zostać znalezieni przez kogoś, kto nie ma najlepszych zamiarów co do naszej osoby. Czy brak prywatności musi być wpisany w nasze życie? Przecież nie każdy musi wyrażać na to zgodę, drążąc dalej, można by powiedzieć, że aby chronić swoją prywatność nie powinniśmy zakładać kont na wyżej wymienionych i innych portalach, ale w tych czasach, tak się po prostu nie da..:)
Chyba jesteśmy uzależnieni od internetu i korzystania z jego "dobrodziejstw"..
czwartek, 30 grudnia 2010
Suma Sumarum, czyli podsumowanie mijającego roku.
Czyli krok po kroku Dona robi podsumowanie 2010 roku;)
Styczeń- czyli pierwszy miesiąc, który zwiastował zmiany w moim życiu. Ferie, czyli pobyt w naszej pięknej stolicy. Muzeum Powstania Warszawskiego i duzo przemyslen po wyjsciu stamtad. Były też inne chwile, takie jak na przykład długie dyskusje w salonie sieci plus, i nowy telefon.
Luty- Hm, szczerze mówiąc (a raczej pisząc) nie pamiętam co się wtedy działo, pewnie było coś, co warto byłoby opisac i sobie przypomniec, ale teraz nic nie przychodzi mi do głowy.
Marzec- Czyli na samym początku urodziny Izabeli;) a, no i podejrzenia, że Maja jest w ciąży:) co okazało się prawdą i mamy dziś na tym świecie małą Paulinkę;)
Kwiecień- Chronologicznie raczej nie będzie;) Z rzeczy dla mnie najważniejszych, to na pewno było moje wejście w tak zwaną dorosłość, w którą volens nolens weszłam wcześniej. Świętowanie wymarzonych przez wielu 18 urodzin odbywało się aż 4 razy;) przy czym trzy dni pod rząd:) Kolejna sprawa, ważna dla naszego kraju, to oczywiscie tragedia z 10 kwietnia, któa wstrząsneła całym krajem i nie tylko. Był to dzien, kiedy z naszego swiata odeszło wiele osób cenionych i poważanych. Ah, i tutaj przypomina mi się podróż do Warszawy dzień wcześniej;) oraz Konferencja Samorządów, która odbyła się tegoż dnia. Hm, czy w tym miesiącu bylo coś jeszcze? nie wiem, możliwe;)
Maj- Czyli świętowanie urodzin w klubie. Wspominam ten dzień dobrze. Impreza była udana, wróciłam z niej zadowolona;) a 26 maja dołączyła do naszego grona mała Paulinka, o której juz wczesniej pisalam;)Poza tym,prowadzenie majówki 1i3 maja, tez było miłym doświadczeniem.
Czerwiec, czyli miesiąc, który budzi u mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony złość i gniew, z drugiej radość i pełnie szczęścia a z innej poczucie bycia dorosłą i brania wszystkiego w swoje ręce. Czyli po kolei- informacja o tym, że no niestety, w tym roku szkolnym mi nie poszło. Następnie, czerwiec 'przyniosl' mi faceta, ktoremu przy okazji dziękuję, że jest i wytrzymuje z taką cholerą jak ja;P;) Później zaczeła się pierwsza praca, taka już bardziej serio;) czyli praca w Cukierni Adama Sowy. Poznałam tam wielu ludzi, którzy nauczyli mnie tego i owego. A i sam Pan Adam- bardzo miły człowiek. Poza tym w tak zwanym międzyczasie poprowadziłam piknik słowianski na którym to jako prowadzącapowinnam zachowac powagę, ale jakoś tak wyszło, że bawiłam się tam jak małe dziecko z Bractwem Wojowników Kruki.
Lipiec - Upłynął w całości pod znakiem pracy. I w każdej wolnej chwili odpoczynkiem,korzystaniem z wakacji i spotkaniami z Nim:) Oraz 3dniowa wizyta w Golubiu Dobrzyniu, który pomimo, że jest małym miastem, jest bardzo urokliwy.
Sierpień- również pod znakiem pracy, ale tylko do 15;) A juz kilka dni później siedziałam w samochodzie w drodze do Warszawy. Swoją drogą, to miasto ma w sobie coś, co sprawia, że bardzo je lubie. A w stolicy? bardzo miły pobyt, to był czas kiedy pod Pałacem Namiestnikowskim stał krzyż, wiąże się to z moją rozmową zpanem policjantem -Przepraszam, jak dojśc do Pałacu i do krzyża? -Tam, tam tam,.. a co, chce go pani zabrać?:) Do teraz to wspomnienie wywoluje u mnie gromki śmiech. A tego dnia, kiedy właśnie rozmawiałam z tym panem, ktorego pozdrawiam, odbywał się Verva Street Racing, jak dla mnie za głośno, ale (mówiąc jak blachara;p) lubie patrzeć na szybkie auta:). Z serii Warszawskiej, była tez wizyta w Łazienkach Królewskich, oraz parku na Agrykoli. A powrót był również ciekawy, gdyż była to tylko trasa Warszawa-Łódź-Bydgoszcz:P
Wrzesień- czyli nowe wyzwania, nowa klasa. Ale jakos dałam radę. Z tym miesiącem nie kojarzy mi się już nic więcej.
Październik, czyli miesiąc, w którym działo się coś, o czym przed chwilą pamiętałam, ale teraz uleciało w powietrze...
Listopad- miesiąc, w którym zaczełam zauważać, jak bardzo się zmieniłam. Potrafiłam sobie powiedziec, że boję się czegoś, czego bać się nie powinnam, bo wydaje się być to irracjonalne. W tym miesiącu minął również rok, od kiedy Cię nie ma.. mamo. Ale przez ten rok stałam się silną kobietą, tak kobietą, bo mała dziewczynka, która we mnie żyła, chyba już odeszła w zapomnienie. Chociaż może źle to ujęłam, zapomnienie, to zbyt odległe określenie. To nie zapomnienie, lecz.. jakby to ująć.. sama nie wiem. Wiem, że ta mała dziewczynka nadal we mnie żyje, ale na razie wie, że nie może się ujawnić.
Grudzien, czyli dwunasty miesiąc zmian w moim życiu,które jednak zachodzą w nim bez mojej wiedzy i woli. Wiadomo, w grudniu mamy święta Bożego Narodzenia,które spędziłam w rodzinnym gronie, cieszę się z tego bardzo, że jakby nie patrzeć mam wspaniałą rodzinę.Mają swoje za uszami, ale ważne, że są.
O, i coś, co mnie rozbroiło,nazwijmy to małym spóźnieniem do kina. O godzinie 19.15 wbiegłam do kina, na film, który zaczął się zaledwie godzinę wcześniej;)
W grudniu zrozumialam także, że mam wspaniałego tatę. Może nie zawsze daje to odczuc, ale jest na prawde niesamowitym człowiekiem.
Czyli suma sumarum, rok nie był ani dobry, ani zły. Po prostu był.
Styczeń- czyli pierwszy miesiąc, który zwiastował zmiany w moim życiu. Ferie, czyli pobyt w naszej pięknej stolicy. Muzeum Powstania Warszawskiego i duzo przemyslen po wyjsciu stamtad. Były też inne chwile, takie jak na przykład długie dyskusje w salonie sieci plus, i nowy telefon.
Luty- Hm, szczerze mówiąc (a raczej pisząc) nie pamiętam co się wtedy działo, pewnie było coś, co warto byłoby opisac i sobie przypomniec, ale teraz nic nie przychodzi mi do głowy.
Marzec- Czyli na samym początku urodziny Izabeli;) a, no i podejrzenia, że Maja jest w ciąży:) co okazało się prawdą i mamy dziś na tym świecie małą Paulinkę;)
Kwiecień- Chronologicznie raczej nie będzie;) Z rzeczy dla mnie najważniejszych, to na pewno było moje wejście w tak zwaną dorosłość, w którą volens nolens weszłam wcześniej. Świętowanie wymarzonych przez wielu 18 urodzin odbywało się aż 4 razy;) przy czym trzy dni pod rząd:) Kolejna sprawa, ważna dla naszego kraju, to oczywiscie tragedia z 10 kwietnia, któa wstrząsneła całym krajem i nie tylko. Był to dzien, kiedy z naszego swiata odeszło wiele osób cenionych i poważanych. Ah, i tutaj przypomina mi się podróż do Warszawy dzień wcześniej;) oraz Konferencja Samorządów, która odbyła się tegoż dnia. Hm, czy w tym miesiącu bylo coś jeszcze? nie wiem, możliwe;)
Maj- Czyli świętowanie urodzin w klubie. Wspominam ten dzień dobrze. Impreza była udana, wróciłam z niej zadowolona;) a 26 maja dołączyła do naszego grona mała Paulinka, o której juz wczesniej pisalam;)Poza tym,prowadzenie majówki 1i3 maja, tez było miłym doświadczeniem.
Czerwiec, czyli miesiąc, który budzi u mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony złość i gniew, z drugiej radość i pełnie szczęścia a z innej poczucie bycia dorosłą i brania wszystkiego w swoje ręce. Czyli po kolei- informacja o tym, że no niestety, w tym roku szkolnym mi nie poszło. Następnie, czerwiec 'przyniosl' mi faceta, ktoremu przy okazji dziękuję, że jest i wytrzymuje z taką cholerą jak ja;P;) Później zaczeła się pierwsza praca, taka już bardziej serio;) czyli praca w Cukierni Adama Sowy. Poznałam tam wielu ludzi, którzy nauczyli mnie tego i owego. A i sam Pan Adam- bardzo miły człowiek. Poza tym w tak zwanym międzyczasie poprowadziłam piknik słowianski na którym to jako prowadzącapowinnam zachowac powagę, ale jakoś tak wyszło, że bawiłam się tam jak małe dziecko z Bractwem Wojowników Kruki.
Lipiec - Upłynął w całości pod znakiem pracy. I w każdej wolnej chwili odpoczynkiem,korzystaniem z wakacji i spotkaniami z Nim:) Oraz 3dniowa wizyta w Golubiu Dobrzyniu, który pomimo, że jest małym miastem, jest bardzo urokliwy.
Sierpień- również pod znakiem pracy, ale tylko do 15;) A juz kilka dni później siedziałam w samochodzie w drodze do Warszawy. Swoją drogą, to miasto ma w sobie coś, co sprawia, że bardzo je lubie. A w stolicy? bardzo miły pobyt, to był czas kiedy pod Pałacem Namiestnikowskim stał krzyż, wiąże się to z moją rozmową zpanem policjantem -Przepraszam, jak dojśc do Pałacu i do krzyża? -Tam, tam tam,.. a co, chce go pani zabrać?:) Do teraz to wspomnienie wywoluje u mnie gromki śmiech. A tego dnia, kiedy właśnie rozmawiałam z tym panem, ktorego pozdrawiam, odbywał się Verva Street Racing, jak dla mnie za głośno, ale (mówiąc jak blachara;p) lubie patrzeć na szybkie auta:). Z serii Warszawskiej, była tez wizyta w Łazienkach Królewskich, oraz parku na Agrykoli. A powrót był również ciekawy, gdyż była to tylko trasa Warszawa-Łódź-Bydgoszcz:P
Wrzesień- czyli nowe wyzwania, nowa klasa. Ale jakos dałam radę. Z tym miesiącem nie kojarzy mi się już nic więcej.
Październik, czyli miesiąc, w którym działo się coś, o czym przed chwilą pamiętałam, ale teraz uleciało w powietrze...
Listopad- miesiąc, w którym zaczełam zauważać, jak bardzo się zmieniłam. Potrafiłam sobie powiedziec, że boję się czegoś, czego bać się nie powinnam, bo wydaje się być to irracjonalne. W tym miesiącu minął również rok, od kiedy Cię nie ma.. mamo. Ale przez ten rok stałam się silną kobietą, tak kobietą, bo mała dziewczynka, która we mnie żyła, chyba już odeszła w zapomnienie. Chociaż może źle to ujęłam, zapomnienie, to zbyt odległe określenie. To nie zapomnienie, lecz.. jakby to ująć.. sama nie wiem. Wiem, że ta mała dziewczynka nadal we mnie żyje, ale na razie wie, że nie może się ujawnić.
Grudzien, czyli dwunasty miesiąc zmian w moim życiu,które jednak zachodzą w nim bez mojej wiedzy i woli. Wiadomo, w grudniu mamy święta Bożego Narodzenia,które spędziłam w rodzinnym gronie, cieszę się z tego bardzo, że jakby nie patrzeć mam wspaniałą rodzinę.Mają swoje za uszami, ale ważne, że są.
O, i coś, co mnie rozbroiło,nazwijmy to małym spóźnieniem do kina. O godzinie 19.15 wbiegłam do kina, na film, który zaczął się zaledwie godzinę wcześniej;)
W grudniu zrozumialam także, że mam wspaniałego tatę. Może nie zawsze daje to odczuc, ale jest na prawde niesamowitym człowiekiem.
Czyli suma sumarum, rok nie był ani dobry, ani zły. Po prostu był.
poniedziałek, 29 listopada 2010
"Bądź poważna"
Wiem, czasami, och, często i to bardzo jestem niepoważna. Często słyszę "bądź poważna", albo inne stwierdzenia mające na celu uspokojenie mnie. No dobrze, nie zawsze zachowuje powagę, ale kurcze, wiem kiedy mogę sobie odpuścić i trochę poszaleć, a kiedy powinnam być spokojna. Jestem osobą, która rozpiera energia, wszędzie mnie pełno i zawsze mnie słychać. Może nie zawsze to dobre, ale szczerze mówiąc, w obecnym świecie jest tylu "ponuraków", smutnych ludzi, poważnych i ułożonych ludzi (jak ciastka w hipermarkecie :P), że może takie zachowanie staje się dla nas jakimś wzorcem? może staje się to jakąś hm.. nie wiem jak to ująć, regułą, której powinniśmy się trzymać? Wiadomo, od każdej reguły znajdzie się wyjątek;) i może ja właśnie takowym wyjątkiem jestem
A teraz z innej beczki;) Jak wiadomo, mamy cztery pory roku, ale ta ostatnia- zima zawsze zaskakuje drogowców, zwłaszcza w Polsce;) Nie wiem jak to się dzieje, ale Polacy nigdy nie są przygotowani na zimę, mróz i śnieg..:) Panowie! i Panie oczywiście;) Czas najwyższy otworzyć oczka i zobaczyć, że nic się nie zmieniło, jak zawsze mamy zimę!
I w ten zimny wieczór, gorąco pozdrawiam!:)
A teraz z innej beczki;) Jak wiadomo, mamy cztery pory roku, ale ta ostatnia- zima zawsze zaskakuje drogowców, zwłaszcza w Polsce;) Nie wiem jak to się dzieje, ale Polacy nigdy nie są przygotowani na zimę, mróz i śnieg..:) Panowie! i Panie oczywiście;) Czas najwyższy otworzyć oczka i zobaczyć, że nic się nie zmieniło, jak zawsze mamy zimę!
I w ten zimny wieczór, gorąco pozdrawiam!:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)